„Pani komisarz nie znosi poezji” – Georges Flipo

VLUU L100, M100  / Samsung L100, M100

20/2016

Tytuł oryginalny: „La comissaire n’aime point les vers”
Wydawnictwo: Noir sur Blanc
Cykl: O Pani komisarz
Kategoria: thriller/sensacja/kryminał
Liczba stron: 340
Cena okładkowa: 29,00 zł

Pierwsza część cyklu o tytułowej Pani komisarz wpadła mi w ręce dzięki wydawnictwu Noir sur Blanc. Muszę przyznać, że nigdy wcześniej nie słyszałam ani o tej książce, ani o autorze. Po części dlatego, że nieczęsto mam do czynienia z literaturą francuską. W zasadzie- nigdy jeszcze nie miałam, chyba, że mam już problemy z pamięcią, która jest naprawdę dobra, tylko trochę krótka :D.

Do przeczytania tej pozycji skłonił mnie niewątpliwie opis. Pani komisarz (Viviene) jest szefową męskiego zespołu, a także typową kobietą, czyli wiecznie się odchudza. No mówię- już ją lubię. Nie udaje jej się przestrzegać diety- uwielbiam ją. Tak już mam, moją sympatię zyskują postaci, które mają problemy podobne do moich, ale do rzeczy. Jak już dowiadujemy się z tytułu, Viviene nie znosi poezji. No cóż, nie dziwię jej się. Jednak tym razem los się do niej nie uśmiecha i trafia na sprawę, w której co rusz ma do czynienia z poezją, czy tego chce (a nie chce), czy nie. Oczywiście to nie jedyny problem. Pod jej rządy wpada nieopierzony, dość specyficzny porucznik Monot, który sprawia same problemy. Nie może utrzymać języka za zębami, dlatego media mają niezłą pożywkę. Staje się on jednak ulubieńcem zarówno dziennikarzy jak i widzów. Augustine jest tym większym kłopotem, ponieważ jest wysoki, nieźle umięśniony a i twarz wyjściową, a nasza pani komisarz ciągle singielką. Nie ma jednak czasu na romanse, ponieważ wciąż ginie kolejna osoba, a sprawcy nijak znaleźć nie można. Czy Viviene zdąży rozwikłać zagadkę zanim wszyscy świadkowie/podejrzani zginą?
Nie powiem :D.

Kilka słów o wydaniu – okładka mi się nie podoba, jest po prostu nie w moim stylu, wolę nowocześniejsze projekty, a dodatkowym minusem jest to, że gdy czytałam tę książkę na dworze, zlatywały mi się chyba wszystkie owady z okolicy- ze względu na tę neonową żółć :D Plusem jest jednak rozmiar tej pozycji. Ogólnie jest to książeczka dosyć niewielka (nie chodzi mi o ilość stron), wymiary przypominają format, w jakich zwykle drukuje się…tomiki poezji!!! A przecież pani komisarz…. :D Świetna ironia.

Jeżeli chodzi o treść. No cóż, nie jest to coś, co zwykle czytam, ale jak wiecie ostatnio stałam się nieprzewidywalna i skusiłam się a to na literaturę podróżniczą, a to na kobiecą, to dlaczego teraz nie miałam się wziąć za kryminał, napisany z przymrużeniem oka, który wręcz ociera się o czarny humor. Niby w tej powieści umiera multum osób, ale jakoś to na mnie nie działało, raczej wszystkie morderstwa spływały po mnie jak po kaczce. Myślę (a w sumie mam nadzieję), że autor celowo zastosował taki zabieg, bo cała książka była raczej pastiszem i próbą wyśmiania niektórych ludzkich przywar, zwłaszcza zawodowych, niż rozwodzeniem się nad ulotnością naszego życia czy usilną próbą rozwiązania zagadki. W zasadzie cała ta książka to jedno wielkie szyderstwo. Kpina z pracoholików wiecznie uganiającymi się za kolejnym zleceniem, z kobiet wiecznie się odchudzających czy mediów, które pożrą żywcem nawet najbardziej niewinnego człowieka.

Sama Viviene jest postacią mocno przejaskrawioną. Drastyczna dieta przecinana kilkoma marsami na odprężenie, seks z przyjacielem, który nawet jej się nie podoba, zbywanie mamy, żeby tylko nie suszyła jej głowy znalezieniem męża, czy wreszcie złamane serce przez byłego faceta, który teraz także próbuje zniszczyć jej karierę. Ot takie zwyczajne życie.

Najbardziej polubiłam Monota, „świeżego” policjanta, wcześniej studiującego literaturę, rozkochanego w poezji. Na początku swoim brakiem profesjonalizmu działał mi na nerwy, ale potem jakoś przekonałam się do niego. Szkoda, że spotkał go tak smutny los…

Cała książka napakowana jest poezją Baudelaire’a. Ja absolutnie nie jestem fanką poezji, ale o dziwo nawet mnie tutaj tak bardzo nie denerwowały ciągłe nawiązania do niej.

Powieść ta nie do końca leży w moim guście, zazwyczaj czytuję bardziej krwawe historie, w których dreszczyk emocji czuję od pierwszej do ostatniej strony. Tutaj mimo tego ogromu przestępstw podczas czytania czułam się zwyczajnie znużona, plusem jest, że tę powieść szybko się czyta. Przyznam, że przez pierwsze jakieś 1/3 historii męczyłam się, potem jednak w końcu zżyłam się bardziej z bohaterami i było już dużo lepiej. Aczkolwiek kolejnej części już raczej nie przeczytam, chociaż jestem bardzo ciekawa jak Viviene poradzi sobie ze swoją dietą.

Ogólna ocena: 5/10. Tak nisko, ponieważ za miesiąc już nie będę pamiętać o czym była ta książka.

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Noir sur Blanc :).

 

 

 

6 Komentarze

  1. Ja chyba miałam bardzo małą styczność z francuską literaturą, ale ja zazwyczaj nie zwracam uwagi na autora… ważna jest książka, a jeśli mnie zaciekawi to wtedy sięgam po informacje o autorze! :)
    Ostatnio sięgam po kryminały, a ten jeszcze jest wielotomowy :) O ile znajdę w bibliotece to przeczytam! ;)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.