„Znowu recenzja książki, która była popularna 5 lat temu?”- moja opinia na ten temat.

ksiazka

Do tego posta zbierałam się już jakiś czas, lecz ciągle się wahałam czy aby na pewno powinnam go stworzyć. Czara goryczy jednak się przelała i mam do powiedzenia kilka słów hejterom goniącym za nowościami.

Jakiś czas temu przeczytałam pierwszy tom naprawdę popularnej trylogii, czyli „Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet”. Muszę przyznać, że okazyjnie kupiłam cały pakiet już dobrze ponad rok temu, ale sobie elegancko stał na półce i czekał na swoją kolej. W końcu jednak złapałam za pierwszy tom, który nawiasem mówiąc bardzo mi się podobał, później napisałam o nim kilka słów na blogu. Niedługo później spotkałam się z opinią jakoby recenzja książki, która popularna była kilka lat temu jest bez sensu, że co?

Długo o tym myślałam, co autorka miałam na myśli i wiecie co? Nic nie wymyśliłam, po prostu taki tok myślenia trochę wykracza poza moją wyobraźnię.

Po pierwsze: dlaczego bez sensu? Moim zdaniem jest chyba jeszcze bardziej na miejscu, niż czytanie bestsellera kiedy jest na niego tzw. „szał”, który może lekko zaburzać nasze spojrzenie na daną pozycję. Przecież skoro 90% ludzi, którzy daną książkę przeczytali, są nią zachwyceni, a nam się nie podoba, to czy aby jest wszystko z nami w porządku? TAK. Każdy ma swój gust i jeżeli podoba nam się to, co wszystkim, wtedy możemy dopiero podejrzewać, że coś nie gra. Kiedy dana powieść nadal sieje zamęt w umysłach czytelników, nawet po kilku latach, wtedy naprawdę można przypuszczać, że autor stworzył dzieło trochę bardziej uniwersalne, niż większość, która zwykle po roku ulega zwykłemu „przeterminowaniu”.

Po dwa: kto powiedział, że trzeba czytać tylko nowości? To już w ogóle jest dla mnie szczyt imbecylizmu. Wyobraźmy sobie sytuację, gdzie ludzkość czyta wyłącznie świeżo wydane powieści i to najlepiej jeszcze przedpremierowo. Oczywiście dzięki blogerom, którzy recenzują tzw. świeżynki,  jesteśmy w stanie zaplanować sobie czytelnicze zakupy i wiemy (mniej więcej), co pojawiło się na rynku i na co warto zwrócić uwagę, a co bezsprzecznie omijać szerokim łukiem. Co z klasyką? Dla mnie jest to zwłaszcza Fiodor Dostojewski i moja ukochana „Zbrodnia i kara” lub pozycja, którą nabyłam nie tak dawno, czyli „Portret Doriana Graya”  książka, która powstała w 1891 roku, a na którą od długiego czasu polowałam. Na marginesie dodam, że wciąż wydawana jest na nowo, ja posiadam w twardej oprawie, piękna jest po prostu.

Nie mówię, że sama nie nabywam nowości. Robię to jednak nie dlatego, że gonię za hmmm…można to nawet nazwać modą czytelniczą, tylko dlatego, że pozycja zwyczajnie mi się spodobała. Na mojej półce leży kilka takich „świeżynek”, które nabyłam niedługo po premierze, a które nadal nie doczekały się przeczytania. Po prostu nie przyszedł jeszcze na nie czas.

Czytam, na co mam ochotę. Właśnie to najwspanialsze jest w posiadaniu własnej biblioteczki. Podchodzę i zabieram to, co chcę i nie muszę mieć nawet żadnego powodu. Może to być jakieś czytadełko o wampirach, poważna opowieść o śmierci, komedia, która rozbawi mnie do łez, czy thriller, który wywoła we mnie takie napięcie, że nie będę mogła zasnąć.

Od zawsze wybierałam książki, które wpadły mi w oko, głównie ze względu na opis fabuły, nie ukrywam, że lubię także sprawdzać opinie o danej pozycji na portalu lubimy czytać. Kilka razy również się zdarzyło, że kupiłam daną powieść ze względu na ten cały szum, który wokół niej zrobiono po to, by zobaczyć dlaczego świat tak oszalał na jej punkcie.

Domyślam się, ze cały ten boom na punkcie nowo wydawanych książek wśród blogerów powoduje współpraca z wydawnictwami. Wiadomo, książki za darmo i tak dalej. Ja również właśnie zaczynam współpracę (huraaaaaa, nareszcie, bardzo się cieszę), jednak uważnie wybieram książki, które chciałabym przeczytać i nie biorę wszystkiego co popadnie, i prędzej rzucę się z dachu niż przestanę czytać powieści, które były wydane dawniej niż dwa miesiące wcześniej.

Oczywiście nikogo nie krytykuję i jeżeli ktoś czyta i recenzuje wyłącznie nowo wydane pozycje, super. Jednak nie cierpię hejterów, którzy myślą, że wszystko robią najlepiej i sądzą, że reszta powinna się dostosować do jego upodobań i opinii.

34 Komentarze

  1. Na moim blogu jest wiele recenzji książek, które są nowościami. Jednak uważam, że jeśli ukaże się recenzja książki, która została wydana kilka lat temu i spodoba się ona czytelnikowi, to tak jakbyśmy dali te książce drugie życie. Same korzyści. Pozdrawiam :)

  2. Dobre sobie ;) Ja to wręcz uwielbiam czytać o książkach wydanych 5, 10 a nawet i 15 lat temu. W tej chwili na blogach aż się roi od nowości i kilkunastu recenzji tej samej książki w przeciągu tygodnia. No cóż, zgadzam się z Tobą, nic więcej nie dodam ;) Bo to rzeczywiście niemądre spostrzeżenie ;)

    Pozdrawiam

    • O właśnie, to jest główny problem blogosfery…Na początku było mi trochę głupio, że wszyscy czytają takie nowiutkie książki, a ja tylko strasze, o których nikt nie mówi…Teraz widzę, że to nie ja mam problem i tak mi z tym dobrze :D

  3. Większej głupoty, jak ten przytoczony komentarz, dawno nie czytałam. Na swoim blogu zrecenzowałam niejedną książkę, która wydana była wiele lat temu. Dobre książki warto czytać i nie ma znaczenia, kiedy były wydane. Pisać o nich także należy, żeby o nich przypomnieć i pokazać, dlaczego warto po nie sięgnąć. :)

  4. Zgadzam się z Tobą w zupełności. Ja założyłam swojego bloga z intencją dzielenia się z ludźmi swoimi opiniami o przeróżnych książkach i wymianie opinii w komentarzach. Poza tym chciałam mieć w Internecie swoje miejsce, do którego zawsze będę mogła zajrzeć np. z telefonu, podczas rozmowy z kimś na tematy książkowe (bo pamięć mam strasznie słabą, a czasem jakaś pozycja jest szczególnie warta polecenia). Wchodząc w świat blogowy, zdziwiłam się ilością „świeżynkowych” recenzji. Ja nie recenzuję nowości, bo raczej gustuję w książkach, które już od jakiegoś czasu są dostępne w sprzedaży. Czasem zdarzy mi się kupić/pożyczyć jakąś świeżynkę, ale to bardzo rzadko. Nie mam nic przeciwko „nowościowym” recenzentom, ale nie dajmy się zwariować! Świat książek jest tak bogaty, że każdy może czytać i opisywać to, co chce. Dla każdego miejsce się znajdzie :)

    • No cóż, tzw. blogosfera, o której wspomniałaś to sfera dość charakterystyczna i niestety problematyczna, czasami się zastanawiam jak tu by się odciąć od tych wszystkich pseudobloggerów…

      Dziękuję za poparcie!

  5. Kompletnie tego nie rozumiem – przecież książki się nie starzeją. Szczerze mówiąc, gdyby wydawnictwa nie podsyłały mi nowości, na moim blogu pewnie w ogóle by ich nie było. Nie daj się hejterom, rób swoje!

  6. u mnei na blogu jest TYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYLE „starych” ksiazek nawet majace 40 lat xD wiec…. 5 w ta czy w tamta xD olac to widocznie Ci wszyscy ksiazkohlicy nie znaja sie na czytaniu skoro tylko NOWOSCI ich interesuja :P wiele traca :)

  7. Nie rozumiem ludzi, którzy wypisują takie głupoty. Jeśli coś mnie nie interesuje, nie wchodzę, nie czytam. Proste. A jednak dla niektórych zbyt skomplikowane.

    Nie przejmuj się i rób swoje :) To jest najważniejsze, a ludzi, którzy lubią czytać recenzje „starych” książek jest całe mnóstwo :)

    • Dokładnie :) Tym bardziej, że nawet wydawnictwa po raz któryś często wydają „stare” książki. Chociażby „Metro 2033″ doczekało się w Polsce trzech wydań.

  8. Zaczełam niedawno, ale nie lubię czytać tego co wszyscy. Zawsze czekam aż opadnie kurz i ochy oraz achy po danej pozycji by odebrać ją po swojemu. Na spokojnie. Czytam książki, które ba rynku są już spory czas. Bloga i recenzje traktuje jako miejsce w któryn zostawiam przemyślenia by po jakimś czasie wrócić i dokładnie przypomniec sobie co w tej konkretnej pozycji mnie urzekło. Stwierdzenie „recencja książki sprzed kilku lat jest bez sensu” też drażni mnie mocno, bo ja nie piszę na fali, tylko dla siebie i tych osób które chcą czytać moje wypociny.

    • O właśnie, na początku tworząc bloga pisałam do tzw. „kotleta”, głównie żebym za rok pamiętała o czym była dana książka, a ze swoich przemyśleń zawsze więcej jestem w stanie wyciągnąć.

  9. Hejterzy byli, są i będą. To jak komary, nikt ich nie lubi, a jednak latem grilla bez nich nie uświadczysz. Nawet w ogrodzie pod wieczór popracować z przyjemnością nie dadzą, bo sobie skubane stół szwedzki próbują na mojej skórze urzadzić.

    Książki kocham, bez względu na ich wiek. Jeśli tylko zachwycają swoją treścią? MIłość bez granic ;)

    Gdy zaczęłam prowadzić blog, recenzowałam tylko i wyłącznie ‚starocie’, bo te miałam na półce, a od czegoś trzeba zacząć.
    Poza tym nawet pisać jakoś się trzeba uczyć. Są też książki, które chciałam pokazać światu, bo może ktoś nie zna? To, że książka ma już x lat nie znaczy, że wszyscy o niej wiedza. A jest wiele takich, które wydane kilka, kilkanaście lat temu i ukazane przez kogoś obecnie na blogu powodują moje poszukiwania tych tytułów po allegro, antykwariatach i innych ‚nieksięgarniach’.
    Bo w księgarniach same nowości, lub to, co jest ‚starym, odgrzewanym kotletem’, ale ‚się sprzedaje’, więc księgarnia na tym zarabia. A skoro księgarnie wciąż zarabiają na ‚starociach’ to dlaczego my, blogerzy nie mamy ich czytać i o nich pisać ;) ?!

    Swoją drogą literatura Jane Austen ostatnio była ‚odgrzewana’ szumnie przez rynek wydawniczy. Hejterzy, gdzie zatem podział się Wasz piskliwy głosik buntujący się przeciw takiemu wracaniu do tego co już przecież ‚niemodne’ i ‚stare’??

    • Zgadzam się w 100% ! :D
      Czasem aż ciężko kupić coś innego niż nowości, bo w księgarniach tylko to sprzedają. Dlatego tak dobrze, że istnieje allegro, olx czy outlety lub księgarnie, które jednak zajmują się starszymi wydaniami.

  10. Ten komentarz to jest jakiś żart chyba… Na moim blogu pojawiają się recenzje książek wydanych zarówno w ostatnich latach, jak i takich wydanych w latach 80 i wcześniej. Piszę o książkach, które mi się podobają i które czytam, a rok wydania nie ma dla mnie najmniejszego znaczenia. Czy książka napisana kilka lat temu przestaje być interesująca i dobra, bo jest „stara”?? Coś zmienia się w treści? Bo naprawdę nie rozumiem.

    • Ja ostatnio odkryłam książkę „Portret Doriana Graya”, która postała w roku uwaga: 1890!!! Gdyby nie wydawnictwo, które znów je wydało i gdyby nie jakaś opinia, która tę pozycję zdecydowanie polecała być może nigdy nie wpadłabym na nią.

  11. A dajże spokój, nawet na to nie zwracaj uwagi. Jeśli ktoś jest taki mądry, to niech już nie czyta „Romea i Julii” czy „Zbrodni i kary”, bo serio… kiedy to było napisane?! Przecież to już nie są „świeżynki”.
    Nie przejmuje się i czytaj to, co Tobie sprawia przyjemność! :)

  12. Całkowicie się z Tobą zgadzam.
    Staram się nie podążać za tłumem i piszę recenzje głównie tych książek, które były wydane już jakiś czas temu. Jeśli mam być szczera to czasem już słabo mi się robi na widok kolejnej recenzji tej samej książki w przeciągu kilku dni. Serio, ja rozumiem, nowość nowością i każdy chce o niej coś napisać, ale gdy czyta się tysięczny raz o tym samym to powoli zaczyna się mieć odruch wymiotny :/
    Mam nadzieję, że więcej osób będzie pisała cokolwiek odnośnie tych nieco starszych książek, może w ten sposób ktoś z nas pozna coś nowego.
    Pozdrawiam,
    Paulina z naksiazki.blogspot.com

  13. Zgadzam się w zupełności! Co jak co, ale książki nie mają terminu ważności. Czytając pierwszy akapit tego wpisu od razu pomyślałam o Dostojewskim i „mojej ukochanej ‚Zbrodni i karze’ ” :) Lubię poznawać klasykę, ale także inne książki wydane kilka lat temu i te najnowsze. Przede wszystkim czytam to, na co mam akurat ochotę. Zaciekawi mnie jakaś nowość?- zapoznaję się z nią. Dostanę ciekawą propozycję do recenzji od wydawnictwa?- nie waham się skorzystać. Ale jeśli najdzie mnie ochota na odświeżenie sobie po raz enty „Mistrza i Małgorzaty”, to zrobię to z przyjemnością :) I, nie urażając nikogo, osoba pisząca, że recenzja książki sprzed pięciu lat nie ma sensu, zagubiła chyba gdzieś sens dzielenia się opiniami o książkach na blogu i przyjemność płynącą z czytania. Nie warto iść w ilość (darmowych egzemplarzy nowości książkowych), ale w jakość czytanych książek :)
    Pozdrawiam serdecznie i życzę jak najwięcej satysfakcji z czytania (i pisania recenzji)!

  14. A ja zazdroszczę ludziom, którzy się oparli czytaniu książki w czasie jej „boom”. Weźmy np, Harrego Pottera (którego uwielbiam). Wszyscy w okół się zachwycają, powstają filmy, gadżety itp. Marketing pełną gębą. Jest szansa, że czytając książkę w czasie jej największej popularności możemy dać się zmanipulować i polubić książkę przymykając oko na coś co nam w niej nie pasowało.

    napisałam o tym nawet krótką notatkę (4 lata temu!)

    http://ogryzki.blox.pl/2012/10/Recenzja-Harrego-Pottera-nr-7985450.html

    • Właśnie sama mam z tym problem, mimo że o tym wiem, to i tak moje spojrzenie „zakrzywia” filtr tego całego szału wokół danej pozycji. Zwykle kończy się na tym, że zapieram się rękami i nogami przed pozycjami, które czytają wszyscy :D

  15. Ja nie współpracuję z wydawnictwami, czasami biorę coś od autorów i to tych mało znanych. Nie lubię czytać na akord i czuć, że wiszą nade mną terminy. Tym sposobem nie wita do mnie zbyt wiele nowości, chociaż jeśli są dostępne w bibliotece to czasami ulegam☺ Czytam to co lubię i na co mam akurat ochotę. Zauważyłam, że recenzje starszych powieści mają spore powodzenie zarówno na blogu jak i na LC. Jest dużo ludzi, którzy chcą czytać tzw.starocie. Rób swoje i po swojemu. Blog ma przynosić radość a nie zmartwienia. Pozdrawiam☺

  16. Dokładnie, jejku, jak mnie denerwuje coś takiego. A jeszcze bardziej denerwuje mnie, że po premierze jakiejś tam książki przez pierwszy miesiąc nie zobaczysz na żadnym blogu nic oprócz jej recenzji.. Prawdopodobnie najczęściej spowodowane jest to tym, tak jak napisałaś, że większość blogerów współpracuje z danym wydawnictwem.Nie mam nic do tego. Ale fajnie by było, gdyby szanowali tych, którzy czytają też starsze książki. Zwłaszcza, że często się zdarza, że ludzie są tak zaślepieni nowościami, że nawet nie biorą pod uwagę książki „starszej daty” a przecież jest tyle wspaniałych powieści! Blog, na którym możemy spotkać recenzje i takich książek, jest według mnie perełką, bo uświadamia, ze są też inne, bardzo ciekawe książki, niekoniecznie wydane w przeciągu ostatniego roku. A może akurat kogoś zachęci do przeczytania danej pozycji? ;D Może uda się nam dać tej książce drugie życie?

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.