„Córka dymu i kości” – Laini Taylor

corka-dymu-i-kosci-b-iext6302892.jpgTytuł oryginalny: „Daughter of Smoke and Bone”
Wydawnictwo: Amber
Cykl: Córka dymu i kości (tom 1)
Kategoria: fantastyka, fantasy, science fiction
Liczba stron: 400
Cena okładkowa: 37,80 zł

Serafini i chimery. Niebieskie włosy i tajemnicza przeszłość, której główna bohaterka sama nie zna. Siedemnastolatka przemierzająca paryskie metro taszcząc ogromne kły słonia na plecach. Życzenia i tysiące zębów w słoikach. Wspaniały, ognistoskrzydły wysoki rangą anioł i wypalane na drzwiach domów dziwne odciski dłoni.

To wszystko znajdziemy w tej książce.

Powieść niezwykle fantastyczna (o ile mogę posłużyć się takim określeniem), świat przedstawiony dopracowany do granic możliwości. Dawno nie czytałam książki tak wciągającej, tak zmyślonej ale wspaniałej. Ukazanie wszelakiego rodzaju chimer, kolibro-ćmy i żuki z Bóg wie czym spotkamy tu na każdym kroku. Nie tylko zwierzęta jednak są w ten sposób połączone. Tu nawet nasza najlepsza przyjaciółka ma tors człowieka, głowę szakala i nogi puszystego kota. Tu nasze włosy mogą przybrać każdy kolor, jeżeli tylko sobie tego zażyczymy. Jednak życzenie to może być spełnione za pomocą drobniaków, miedziaków i innych walut życzeniowych. Gdyby tak mieć gawriela i móc zażądać posiadania skrzydeł…Lecz on nie chce się na to zgodzić, och Brimstone dlaczego? Jednak Dealer Marzeń nie chce ani przez chwilę uchylić swojej zasłony tajemniczości. Na dodatek ten…no właśnie kto? Próbuje mnie zabić. Anioł, tak mówili o nim. Kim mógłby być ktoś tak piękny, tak idealnie piękny, że żadne kredki świata nie byłyby w stanie oddać jego wspaniałości i tego gorąca, tego parzącego gorąca. Wszystko w nim wywoływało zachwyt oprócz oczu…Te oczy, tak martwe, tak nieprzytomne, niezdolne do jakiejkolwiek litości i współczucia….

To tyle względem wstępu ;). Dlaczego przeczytać tę książkę? Proste pytanie, prosta odpowiedź: bo jest inna. Inna niż wszystkie, nigdy nie natknęłam się na takie stworzenia, takie wydarzenia, a fakt, że w zasadzie razem z główną bohaterką nic o niej nie wiemy i zachodziły w głowę co jest grane jest bardzo ekscytujący. Powiem szczerze, że to właśnie z tego wszystkiego było najbardziej fascynujące, gdy zaczęło się wyjaśniać to czas lekko prysł, mimo to dalsza część również jest bardzo dobra.

Karou jest postacią, której nie da się nie lubić, niezwykle sympatyczna, czasem lekko próżna (nie oszukujmy sie jak każda nastolatka), jednak niezwykle rzadko, ze wspaniałym poczuciem humoru. Jednak nie jest taka niewinna jak to w książkach zazwyczaj jest, dzięki Bogu. Oczywiście mamy tu wątek (drugi pod względem wielkości po głównym) miłości, ogromnej, ognistej, przetrwającej wszystko.

W każdym razie polecam zdecydowanie przeczytać :)
Ogólna ocena: 7/10.

Przy recenzji tej książki nie mogę się nie wypowiedzieć na temat okropnej rzeczy, która mi się tydzień temu przytrafiła. Siedząc na uczelni, na wykładzie (to była bodajże psychologia sądowa), zaczęłam czegoś szukać w torebce, odkryłam, że coś mi się w niej strasznie lepi i cała jest mokra, okazało się, że tępa dzida nie zamknęłam porządnie płynu do demakijażu i cały się wylał (szlag trafił mi płyn, który po  zakupie zdążyłam użyć 3 razy -.-), zalało mi wszystko, ładowarke do telefonu, zeszyt i….właśnie tę książkę. Byłam wściekła jak osa, żeby było lepiej, to w torebce (nie pytajcie po jaką cholere) miałam torebkę herbaty owocowej, kiedy płyn ją zalał, na książce utworzyły mi się piękne różowe plamy, teraz jest po prostu w genialnym stanie, nie dość, że ma ciapki od płynu (który na kartkach nie okazał się wcale bezbarwny), pomarszczone kartki, a teraz także fioletowo-różowe plamy. Rada dla was dziewczyny: nie noście w torebce płynu do demakijażu i torebek herbat owocowych….

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.