Jak dużo czytają inni?

Nie da się ukryć, że wielu ludzi nie czyta w ogóle, głównie przez brak czasu. Jednak jest jeszcze wiele innych czynników, między innymi to, że w szkole jesteśmy zmuszani do lektur, którymi niekoniecznie chcemy się zajmować, przy czym po inne sięgnelibyśmy bardzo chętnie. Na częstotliwość czytania ma również wpływ to, czy nasi rodzice byli molami książkowymi, czy wręcz przeciwnie, na półkach w naszych domach nie gościła ani jedna publikacja. Trzeba jednak wziąć pod uwagę fakt, że starsze pokolenie miało ograniczony dostęp do wszelakich pozycji bibliograficznych, ponieważ większość księgozbiorów zostało zniszczonych podczas II wojny światowej, co miało kolosalny wpływ na rozwój czytelnictwa w naszym kraju. Jednak teraz sama zauważam, że ludzie zabierają się za książki coraz częściej, na pewno dzieje się tak dzięki niewyobrażalnemu wyborowi gatunków, autorów a także formy. Aktualnie coraz większa liczba osób odstępuje od tradycyjnych papierowych wersji i zaopatrza się w formę elektroniczną. Sama kilka razy czytałam na telefonie, czy komputerze. Coraz bardziej popularne stają się również czytniki, póki co są dość drogie, jednak na pewno z biegiem czasu większość z nas będzie w stanie sobie na nie pozwolić.
Trzeba również wspomnieć o cenie książek. No cóż, niestety, tanio nie jest, nie ma się co oszukiwać. Można jednak szperać po outletach, szukać promocji, wyprzedaży, jest naprawdę wiele okazji do upolowania czegoś przyjemnego. Sposobem jest również przeczekanie pierwszej fali szaleństwa na punkcie konkretnej książki, by później po przejściu lawiny nabyć daną pozycję po dużo niższej cenie. Jednak to niestety wymaga cierpliwości, a przez to też zawsze jesteśmy trochę z tyłu. Średnia cena książki to jakieś 30 zł. Jeżeli jest to jakiś podręcznik, słownik czy cokolwiek podobnego, to wszystko jest okej, bo możemy z tego korzystać często, przydaje się przez długie lata, lecz jeżeli ma być to tylko książka „rekreacyjna”, wspaniała, przenosząca nas w inny świat, którą obalimy w wieczór, może dwa, to zdecydowanie słaba sytuacja. Wyobraźmy sobie, że kupujemy na własne zapotrzebowanie papierowe publikacje, licząc no te 30 zł (choć to niestety trochę mało, dałabym 40, ale można „polować”) i pozycja ta wystarcza nam na około 3 dni, to w miesiącu potrzebujemy zaopatrzyć się w 10 książek. Nie można zapominać, że niektórym z nas potrzebne są książki naukowe, wyspecjalizowane, które są niestety dużo droższe. Przy takim jednak założeniu daje nam to mniej więcej 300 zł miesięcznie, czyli rocznie jakieś 3600 złotych. Jeżeli mamy rodzinę, to dobrze, jeżeli wszyscy mają podobny gust i nie trzeba każdemu kupować tych 10 książek miesięcznie. Teraz zmniejszy tę ilość do pięciu na 30 dni, bo myślę, że to jest takie no minimum, a jednocześnie bardziej realna liczba, gdy pracujemy, studiujemy czy co tam jeszcze. Rodzina. Czteroosobowa. Ojciec lubi kryminały, matka romansidła, syn horrory, a córka fantastykę. Wówczas 5x30x4, daje nam to kwotę 600 zł miesięcznie, no cóż, przy najniższej krajowej, czyli jakies tam 1300 zł to jednak „odrobinę” śmiertelna kwota, ponieważ dzieci się uczą i trzeba również im książek, zeszytów do szkoły i jeszcze tysiąca innych pierdół. Jest to może lekko zawyżona kwota, ale wiadomo, to tylko moje osobiste szacunki.Jak to powiedział Andrzej Sapkowski- „Książka powinna kosztować mniej niż flaszka wódki, w końcu człowiek powinien mieć jakiś wybór”. Później ministerstwo oświaty dziwi się, że ludzie mówią: „przyszłem”, „poszłem”, piszą :”z kąd” i tym podobne kulfony. Może mogliby pomyśleć, jak Polacy mają uczyć się poprawnej wersji swego ojczystego języka, skoro większości nie stać na książki?

Przechodząc do meritum, ilu ludzi czyta?

Znalazłam dane, według których ( podobno) , w 2014 roku 19 milionów Polaków nie przeczytało żadnej książki. Dużo czy mało? Odliczając małe dzieci, które nie potrafią jeszcze czytać to i tak pozostaje naprawdę sporo. Dodatkowo według tych danych około 10 mln ludzi nie ma w domu ani jednej książki, no cóż, to już od cholery, ponieważ 1/4 społeczeństwa nie ma na swojej półce żadnej publikacji. Około 11 % Polaków w ostatnim roku przeczytało siedem i więcej książek, jednak podobno ta liczba rośnie (na szczęście). Trzeba jednak podkreślić, że ilość to nie wszystko. Ile zapamiętujemy z przeczytanych przez nas pozyji? 10, 20 %? Czy może 5? Każdy z nas ma inaczej, ale może wielu z tych mało czytających tak właśnie robi. Czyta powoli, kilka razy ten sam fragment, by coś zrozumieć, zapamiętać, a nie byle przelecieć i następna. Ciężko ocenić co gorsze. Można także przerzucać kilkanaście, kilkadziesiąt książek rocznie i wszystko z nich zapamiętać, bądź tę samą lekturę trawić drugi, trzeci, czy nawet czwarty raz. Wszystko zależy również od objętości. Przecież 300 stron nie czytamy w takim samym czasie jak na przykład ksiażkę 1000-stronicową. Na pewno dłużej zajmie nam skończenie jakiejś rosyjskiej klasyki, przypuśćmy Dostojewskiego, a krócej np. Grey’a. Tak więc statystyki statystykami, ale „prawdziwej prawdy” nam nie ukażą. Przecież jak to się mówi, istnieją 3 rodzaje prawdy: cała prawda, tylko prawda i gówno prawda.

A wy, ile czytacie? Kolekcjonujecie książki? Ja aktualnie na swoich półkach mam jakieś 130 książek, do tego jeszcze 7 w drodze :) ( już nie mogę się doczekać, kiedy wezmę się za „To” Kinga i „Trupią otuchę” Simmonsa).

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.