Cykl książek o Sookie Stackhouse a „Czysta krew”

Moja najukochańsza seria książek o Sookie Stackhouse nigdy nie zniknie z mojego regału i z serca przede wszystkim. Po przeczytaniu nie mogłam się otrząsnąć, gdy uświadomiłam sobie, że to już koniec. Depresja. Chandra. Myśli samobójcze. Jednak niekoniecznie moja przygoda z Sookie, Erickiem, Billem, Bubbą i innymi nie musiała się jeszcze skończyć. Czym prędzej sięgnęłam po lapka i dopadłam serial. Trochę słabo mi się to zbiegło w terminie, ponieważ kupa nauki nie pomagała, siłą rzeczy oglądałam bardziej niż się uczyłam xD.

Ogólnie serial świetny. Przede wszystkim 3 pierwsze sezony. Później niestety coraz bardziej fabuła odbiegała od historii przedstawionej w książkach i to było niestety na zdecydowany minus. Trochę zaczęto wymyślać i to niepotrzebnych, zbędnych zdarzeń i postaci. Co prawda świat Sookie jest naprawdę rozbudowany i nie dziwię się, że z niektórych rzeczy zrezygnowano, lecz dodanie lub zwiększenie znaczenia niektórym postaciom było zupełnie zbędne, chociażby Russel Edgington.

UWAGA, DALSZA CZĘŚĆ ZAWIERA SPOILERY!!!

Podstawowa różnica. Sama Sookie. Jej cechy charakteru zdecydowanie różnią się od książkowej Stackhouse. W serialu nasza kochana blondi jest niestety czasem odrobinkę irytująca i co najgorsze zrobili z niej trochę ciapę. Najbardziej w całej tej historii odpowiadał mi fakt, że  główna bohaterka to babka z jajami, niesamowicie bystra, pomysłowa i ratująca tyłek swoim przyjaciołom w niejednej opresji. Tymczasem w ekranizacji często jest tak, że to ona potrzebuje pomocy i inni muszą lecieć jej na ratunek. Wielka szkoda, ale mimo wszystko jest to do przełknięcia. Robi wrażenie minimalnie nienormalnej, a może nawet i więcej niż minimalnie :D. Jeżeli chodzi o różnice fizjologiczne, to miała ona wielkie piersi, co było jej głównym atutem i dzięki któremu nieźle sobie radziła w kontaktach z innymi, mimo że większość ludzi uważała ją za „stukniętą”, w serialu…no szału nie było i szkoda, bo przez to nie został pociągnięty wątek atrakcyjności bohaterki, mogli się skupić na czymkolwiek innym, a tu klops.

Następna ogromna różnica polega nie na przeoczeniu czegoś, a dodaniu. Jessica Hamby, w książce tej postaci nie było w ogóle. Jednak niemożliwie się cieszę, że ją dodali, zdecydowanie na plus. Świetny pomysł z przedstawieniem problemu wampirzycy, która przed przemianą nadal była dziewicą, jak ktoś ciekawy to może podejrzeć parę odcinków i zrozumie o co chodzi :D

Teraz postać Billa. Osobiście uważałam, że dobrali trochę starawego aktora i chyba nadal tak myślę, jednak po paru odcinkach się przyzwyczaiłam, chociaż wybrałabym kogoś zupełnie innego. Teraz dostałam zawału, z ciekawości spojrzałam sobie do Wikipedii, ile lat ma nasz bohater i patrzę sobie a tu współmałżonek: Anna Paquin, czyli aktorka grająca Sookie. Małżeństwem są od 2010 roku, tak więc pobrali się w połowie kręcenia serialu.
Na początku dość wiernie oddany bohater, ale później już niestety, podkreślam niestety nie. Cały motyw z Lilith i tą krwią, później tą fazą szaleńczych czcicieli wampirzej biblii. NIE. Zdecydowanie nie. No i przykro skończył. W lekturze po tym jak zdradził swoją ukochaną Sookie ze swoją stwórczynią (jak o tym czytałam to niemożliwie się wkurzyłam), Stackhouse nie chciała go widzieć, jednak później zostali przyjaciółmi, mimo że Bill nadal ją kochał, ona zdecydowanie go skreśliła.

Jason Stackhouse. W serialu został policjantem, zero takiego motywu w książce, za to tak naprawdę został panterołakiem, po tym jak porwał go były facet Crystal (z którą Jason wziął ślub ze względu na to, że mieszkanka odludnego miasteczka zaszła z nim w ciążę).

Lafayette. Kocham go. Uwielbiam. Ubóstwiam. Aktora grającego po prostu czczę. Świetny, pełen humory, zdecydowanie fantastyczny, a twórców tego serialu kocham za to, że nie uśmiercili go tak jak Harris już w drugiej części cyklu.

Teraz skupię się może na Ericu i Sookie. Ich związek był często kompletnie inny, niż przedstawiono go w serialu. Chyba od początku czekałam na to, aż będą razem. Być może po troszę dlatego, że utożsamiałam się odrobinę z Stackhouse i Eric to był „szczał” w dziesiątkę. Po pierwsze (mówię tu teraz o cyklu książek), Northman i Sookie byli małżeństwem, takim wampirzym, w książce ślub człowieka z wampirem nie był legalny, według prawa ludzi (w filmie tak, Bill nawet oświadczył się swojej ukochanej, podczas gdy w powieści ona bardzo tego chciała, lecz to były tylko złudne nadzieje). Związek małżeński pary wspomnianej wcześniej zawarty został niejako podstępem. Eric nie mógł pozwolić na to, żeby Sookie stało się coś złego ze strony (a nie powiem kogo ;p), a ślub (bardzo szybki, wystarczyło ofiarowanie sztyletu) był jedynym, sensownym sposobem.
W serialu Sookie cały czas była rozdarta między Billem a Erickiem, nieprawda. Tak naprawdę będąc z brunetem zdarzyło jej się fantazjować o blondynie, jednak dopiero po zerwaniu z tym pierwszym zaczęła się „spotykać” z drugim. Teraz kolejny motyw. Tak słabo poruszony w filmie, porażka. Zanik pamięci Erica, spowodowany rzuceniem zaklęcia przez czarownicę, dlatego, że boski wiking nie chciał jej dla siebie (książka). Wampir biegł przestraszony w stronę domu Sookie (dlatego, że zaklęcie zmusiło go, do dążenia do przedmiotu lub osoby, której najbardziej pragnie), ona go znalazła i zaprowadziła do domu, chociaż nie bardzo jej się to podobało (i jej dom, wcale nie należał do Erica, a serialowy wypad głównej bohaterki do świata wróżek było pomysłem scenarzystów). Tak się wszystko zaczęło. Sookie chodziła do pracy, a w dzień wampir przebywał w kryjówce, którą wcześniej Bill zrobił w podłodze szafy. Kiedy wracała ciągle rozmawiali. Eric był zupełnie inny, Stackhouse zrozumiała, że osoba, którą do tej pory znała to wampir zmieniony przez tysiąclecie ciągłych walk, oglądania martwych ciał i picia krwi. Ten, którego teraz miała przed sobą to uroczy mężczyzna, niezwykle uczuciowy, niewinny, przywiązany, ale umiejący walczyć o to, co najbardziej kocha. Wcześniej Eric setki razy próbował uwieźć Sookie. Zaciągnąć ją do łóżka w bezpardonowy sposób. Jednak ona ciągle odmawiała, teraz tylu intymnych rozmowach, które teraz odbywali zdecydowanie się do siebie zbliżyli. Eric, zagubiony teraz, nie rozpoznający nikogo był zdany tylko na nią. W nocy bał się siedzieć sam, dlatego zdarzyło mu się przychodzić do jej łóżka, jednak tylko po to żeby się przytulić. Drogie panie, która by nie uległa? :) W końcu doszło do czegoś więcej między nią a Erickiem, wślizgnął się pod prysznic i tam wreszcie posiadł wielbioną przez siebie blondynkę. Tak było przez dość długi czas. Kochali się, we wszystkich możliwych miejscach i pozycjach, pięćset razy dziennie. Zakochani w sobie do szaleństwa nie widzieli nic poza tym. Potem doszło do bitwy z czarownicami, ale w to juz się nie będę zagłębiać bardziej. Główną wiedźmę zabito bodajże, a Eric odzyskał pamięć (już nie pamiętam jak to było dokładnie). Jednak pamiętał jedynie to, co było przed utratą pamięci, chciał się koniecznie dowiedzieć co działo się w domu Sookie, jednak ta nie chciała mu o niczym powiedzieć. W końcu powiedziała mu tylko o tym, że miał ją i to nieraz. Pewnego dnia, po tam wielu innych wydarzeniach Eric po prostu wpadł do niej do domu, kiedy jeszcze jej nie było, żeby na nią poczekać (cholera, nie pamietam po co, ale nieważne), usiadłszy na łóżku, w którym spędzili wcześniej tyle czasu, wszystko sobie przypomniał. Od tej pory byli w zasadzie nierozłączni. Wszyscy o nich wiedzieli, a większość kobiet ogromnie zazdrościła Sookie, niewyobrażalnie wysokiego, porażająco przystojnego, tajemniczego wampira o blond włosach do pasa (tak, w książce były do pasa). Przychodził do niej do pracy, ona do niego do baru, sielanka, w miarę możliwości. Praktycznie to wszystko pominięto w serialu. Dodano miłość do dwóch wampirów jednocześnie, może by się to sprawdziło, gdyby motyw uczucia do więcej niż jednego faceta nie był już do obrzydzenia oklepany. To był mój ukochany wątek w cyklu, po prostu serducho rosło, a w filmie klapa generalnie. Jednak im dalej, tym bardziej wkurzał mnie wiking. Jego stwórca, zanim został zabity aranżował ślub Erica z Królową (nie pamiętam którą). Próbował robić wszystko, żeby tylko zostać z Sookie (podobno), jednak na końcu i tak musiał się poddać woli Stwórcy, chciał jednocześnie chronić Stackhouse, ale jak na moje to mógł po prostu wziąć swoją martwą dupę w troki i uciec z ukochaną. W serialu Eric skończył grając w reklamach, jako żywy (no prawie) dowód na to, że lekarstwo na chorobę dziesiątkującą wampiry działa. W książce był to Sino AIDS, jednak w filmie motyw ten niewyobrażalnie zmodyfikowano, na moje niepotrzebnie, ale cóż, nie jest tak źle z tym akurat.

Tara nigdy nie została wampirem i nie była AŻ tak istotna dla całej historii. Jednak zdecydowanie na plus z tym w serialu. Jeżeli już myślę o Tarze, to nigdy nie była z Samem, żadnego romansu, zwykłe pogawędki i to rzadko. Sam Merlotte, do końca miał swój bar, żadnej Luny tam nie było, a na końcu wylądował z Sookie :) wybaczcie, że zdradziłam końcówkę, ale ostrzegałam, że będą spoilery xd.

Alcide. Nie powiem, aktora wzięli genialnego, idealnie dopasowanego. Jednak w książce nigdy nie byli parą i że tak powiemHerveaux był troszeczkę kut*sem. Z Sookie chyba raz się tylko całowali. Dla fanów Alcide’a- w książce żyje dalej i ma się dobrze :).
Będąc na konkursie wybierania przywódcy watahy Stakchouse poznała Quinna, tygrysołaka, z którym później jest przez chwilę w powiedzmy związku. Nie ma go jednak w ogóle w serialu, co mnie bardzo zdziwiło, bo jednak był dość znaczną postacią.

Cały motyw z menadą. Trochę porażka, dość często wzbudzał we mnie niestety zażenowanie. Menada w oryginale oczywiście była, ale nie było żadnych orgii, wyuzdanego seksu dzięki niej, ani nic z tych rzeczy.

Arlene, rudowłosa kelnerka, nigdy nie wyszła za Terrego. Przystała do Bractwa Słońca i chciała zabić Sookie, trafiła do więzenia, uwolniono ją podstępem, by odegrać się na Stackhouse, w serialu jej postać poprowadzono zdecydowanie bardziej pozytywnie.

W serialu pominięto postać demona Cataliadesa (dzięki niemu Sookie miała dar czytania w myślach), fakt, że podpalono jej dom, a jej „wróżkowy” dziadek był pięknym stworzeniem, jednak jego charakter zupełnie się różnił od jego serialowego odpowiednika. Pozostał jeszcze problem Warlowa, zupełny wymysł scenarzystów, zupełnie zbędny. Russel Edgington, nie grał tak kluczowej roli w serii książek, nie chciał zapanować nad światem, był o wiele normalniejszy. Sophie-Ann, była młoda, jednak nie tak egocentryczna i wyuzdana, panowała przywoicie, zabiła swego męża, a kuzynka Sookie była jej uwielbioną kochanką, wobec której żywiła ogromne uczucia, jednak później została zabita.

Sookie miała również przyjaciółkę czarownicę, dosyć początkującą, która przypadkiem zmieniła swego kochanka w kota. Z jej namowy Stackhouse zerwała za pomocą magii więź krwi z Erickiem, której już nie zdążyli odbudować (moje serce płacze).

Myślę, że to z grubsza większość tych najważniejszych różnic, gdy sobie przypomnę, będę uaktualniać post :). Książka, polecam od początku do końca, 10/10, za to serial na pewno pierwsze 3-4 sezony, później już było niestety gorzej, ale z ciekawości obejrzycie całośc, jestem przekonana :)

Dodam też kilka parę moich ulubionych cytatów (z filmu, bo z książki musiałabym przepisać po prostu cały cykl ;)):

„A jeśli będziecie chcieli zrobić coś za moimi plecami, to pamiętajcie – ja nie mam pleców, jestem wszędzie.”
Eric

„Są całkiem zabawne. Są jak ludzie, tylko w miniaturce. Tacy kieszonkowi ludzie.”
Eric o dzieciach Arlene

„Słuchaj, nie wiń ferrari tylko dlatego, że twoja dupa nie umie prowadzić.”
Lafayette

„Choć raz chciałabym nie znaleźć truposza w moim domu.”
Sookie

I can say anything I want now. Shit, shit, shit. Damn, hell, fuck! „Fuck”, that’s the bad one. What’s another cussword so I can say it?
Jessica (zdecydowanie po angielsku ta wypowiedź powala xD)

Chow: Grałeś na Wii. W jaką grę?
Bill: W golfa.
Chow: Jaki jest twój rekord w Pebble Beach?
Bill: Siedem poniżej.
Chow: Ja mam jedenaście poniżej.
Bill: Wolałem Longshadowa.
Eric: Hej, Sookie! Gdzie byłaś? Chodź się pobawić. Tu jest cudownie. Jestem Agir, bóg mórz, a ty Ran, moja morska bogini.
Sookie: Tam są aligatory, zwariowany wikingu! Chodź do domu, zanim odgryzą ci, wiesz co.
Eric: Zostawić słońce i wodę? Nie. Zabiję wszystkie morskie stwory. Aligatory… Pokażcie się, tchórze!
Alcide: Naprawdę jest jakiś inny.
Eric: Odsuń się od niej!
Alcide: Pierdol się. Chce żebym tu był!
Sookie: Eric, to Alcide. Nasz przyjaciel. Pomoże ci. Nie chcesz z nikim walczyć.
Eric: Owszem, chcę. Gotuj się na śmierć, kundlu!
Alcide: Spróbuj szczęścia, przygłupi krwiopijco!
Sookie: Dorośnijcie. Duże z was dzieci. Przestań warczeć, Alcide. A ty, Eric, schowaj kły i rób co mówię.
Bill: Jessico, niedługo będę miał gościa.
Jessica: Możemy ją zjeść?
Eric: Mieszkasz w moim domu?
Sookie: Tak.
Eric: Jesteś moja?
Sookie: Nie.
Eric: Należysz do innego wampira?
Sookie: Nie
Eric: Chciałabyś być moja?
Sookie: Nie bardzo, ale miło że pytasz.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.