„Jak zwierzę” – Joy Sorman

jakzwierze„Pim postanawia wbrew oczekiwaniom rodziców wybrać szkołę zawodową i szybko zdobyć konkretny, gwarantujący dobre zarobki fach. Decyduje się na szkołę rzeźniczą, gdzie uczy się wędliniarstwa, prezentacji, pakowania, przechowywania i przygotowywania wyrobów garmażeryjnych. Nauka idzie mu nad podziw dobrze i dopiero wizyta w ubojni przemysłowej wszystko zmienia. Po prześledzeniu w roli widza makabrycznego łańcucha produkcyjnego Pim postanawia popełnić szaleńczy czyn – zakrada się nocą do zakładu, wchodzi ze stadem świń i podąża kuluarami dla zwierząt przeznaczonych do uboju, by obejrzeć cały proces ich oczyma.”

Potrzeba czegoś więcej? Kolejnego powodu by kupić książkę z takim opisem? Dla mnie był to argument wystarczający.

Okazało się, że lektura zawiera zupełnie coś innego, niż się spodziewałam. Oczekiwałam krwi, flaków i instynktu morderczego wypełniającego całe życie, a dostałam powieść niezwykle metaforyczną, egzystencjalną i uniwersalną przede wszystkim.

Gdzieś w połowie do głowy rzuciło mi się porównanie do „Folwarku zwierzęcego” Orwella. Najprawdopodobniej przez duży udział świń i krów, które tutaj odgrywały niezwykle ważną rolę. Były „mięsem”, zwykłym produktem obrabianym, przetwarzanym, dostarczanym na nasze stoły. Pim jednak chciał poznać wszystko, od trawy i paszy, którą się żywią, przez ich zwyczaje, humory, wyraz oczu, po szczegółową budowę anatomiczną. Zafiksowany na punkcie rzeźnictwa główny bohater robi wszystko, by stać się mistrzem w swojej dziedzinie, chce poznać wszystkie tajniki tego rzemiosła, pracuje dzień i noc, nie pozostawia ani minuty na coś, co nie jest mięsem. Jego życie towarzyskie załamuje się, by w końcu zupełnie przestać istnieć. Kobiety w jego codzienności są kolejnym kawałkiem mięsa, z jedną różnicą, że z nimi można spełnić swoje potrzeby seksualne. Podczas kontaktów intymnych zapomina się, dotyka je tak, jak dotyka zwierzęce truchła, nazywa głośno polędwiczki, schab i tak dalej. Jego zafascynowanie i oddanie z każdym dniem coraz bardziej się pogłębia, pragnie coraz większego kontaktu z mięsem, bardziej intymnego, pierwotnego. Chce polować tak, jak robiono to kiedyś, gdzie obiad trzeba było samemu zabić, a nie przywieźć z ubojni czy od rzeźnika. Od początku był silnym, choć z wyglądu mizernym człowiekiem. Pierwsze wyprawa do ubojni była przeżyciem dość drastycznym, tak jak zresztą dla wszystkich. Krew, odchody, chrząstki, kości, odpadki, niesamowity smród i krzyki, piski, wycie zarzynanych zwierząt.

Lektura ta opisuje zawód tak trywialny i niedoceniany we współczesnym świecie w sposób tak inny, że jest to wprost fascynujące. Ukazuje nam kunszt tego rzemiosła oraz jego wagę. Nieodpowiednio oprawione, przechowane, czy to, że rzeźnik nie rozpozna zepsutego, nadpsutego lub zakażonego mięsa (lub fakt, że nie będzie chciał tracić pieniędzy i opchnie dalej) może nam zaszkodzić w niewypowiedziany sposób, a nawet doprowadzić do śmierci. To zawód, gdzie człowiekowi go wykonującemu powierzamy naszą dalszą egzystencję, choć najczęściej nie zdajemy sobie z tego sprawy.

Od strony technicznej warto zauważyć dosadność autorki, nieprzebierającej w słowach. Przebija się tu wyraźnie idea naturalizmu i turpizmu. Sorman bombarduje czytelnika opisami obrzydliwych czynności, brzydotą otaczającego głównego bohatera rzeczy, który znajduje w tym wszystkim piękno, to go ekscytuje, zachwyca, podnieca.

Książka porusza również temat tabu, jakim jest fakt, że my ludzie, w rzeczywistości po śmierci jesteśmy jedynie ciałem, mięsem, które ktoś inny może zwyczajnie zjeść. Jesteśmy w tym wszystkim niesamowicie podobni, zdajemy sobie z tego sprawę, ale zdecydowanie ani nie chcemy o tym rozmawiać, ani o tym pamiętać. Pragniemy, by nasze ciała zostały uszanowane, po śmierci (przeważnie) pochowane, jednak mało kto myśli o swoim pogrzebie i o tym, co z jego ciałem się będzie później działo.

Ukazuje się tu wiele zależności między ludźmi a zwierzętami. Pokazuje, jak bardzo jedni od drugich są uzależnieni i niestety jednak niedoceniani, przynajmniej zwierzęta przez nas. W naszym dziś sterylnym świecie, perfekcyjnym, tak idealnym temat zabijania i oprawiania naszego pożywienia jest zdecydowanie nie na miejscu, a pokazanie całego procesu z perspektywy tak krwawej i realistycznej, bez zbędnych frazesów i eufemizmów jest dość drastyczne, a przez to odrzucane w społeczeństwie.

Przez swoją dobitność, a jednocześnie zmuszenie do wyciągnięcia przez czytelnika drugiego dna z tej historii zdecydowanie mi się spodobała, polecam gorąco, gdyż jest to lektura wymagająca odrobiny refleksji, jednak nie tak bardzo trudna i może zawładnąć umysłem.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.